Do Tokyo bez skrzydła, ale z orderami. - Niepospolita
52
post-template-default,single,single-post,postid-52,single-format-standard,bridge-core-1.0.5,cookies-not-set,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,qode_grid_1300,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-18.1,qode-theme-bridge,disabled_footer_bottom,qode_header_in_grid,wpb-js-composer js-comp-ver-6.0.2,vc_responsive

Do Tokyo bez skrzydła, ale z orderami.

Porucznik Bolesław Orliński, nasz znakomity pilot wojskowy i wyczynowy, wraz z mechanikiem Leonardem Kubiakiem, pokonali karkołomną trasę powietrzną podczas rekordowego przelotu Warszawa–Tokio–Warszawa.
W dniach 27 sierpnia – 25 września 1926 r. samolotem Bréguet 19 A2 z biało-czerwonymi szachownicami na skrzydłach, nasi czempioni pokonali w sumie 22 600 km w obie strony, mimo uszkodzenia śmigła i dolnego płata w wyniku kraksy przy lądowaniu w Mongolii. Końcowe 6680 km trasy lecieli z częściowo obciętym lewym dolnym płatem oraz bardzo zużytym silnikiem.
Na domiar złego, w drodze powrotnej maszyna zaczęła gubić olej. Musieli go uzupełniać olejem rycynowym. Polscy asi zwykłym klejem stolarskim dokonali naprawy uszkodzonego skrzydła, a buriackie kobiety pozszywały podarte płótno, które stanowiło poszycie samolotu.
W dalekiej Japonii naszych lotników przyjęto z wielkimi honorami. Orlińskiego odznaczono japońskim cesarskim Orderem Wschodzącego Słońca VI klasy, trzecim w hierarchii ważności odznaczeniem japońskim, oraz Złotym Medalem Cesarskiego Towarzystwa Lotniczego
Po powrocie do kraju władze Rzeczypospolitej także doceniły kunszt i determinację naszych asów przestworzy, którzy swoimi osiągnięciami odsunęli w cień lotników największych mocarstw. Orliński został awanowany na kapitana, a miasto Warszawa podarowału mu działkę przy forcie Mokotów, gdzie wzniósł swój dom
Z kolei Kubiak, kiedy wrócił do rodzinnych Szamotuł, otrzymał honorowe obywatelstwo miasta, a burmistrz wręczył mu piękny złoty zegarek. Witany gorącymi brawami pilot, opowiadał później podekscytowanym mieszkańcom, jak podczas lotu śmierć nieraz zaglądała mu w oczy.

Koloryzację zdjęcia wykonał Mikołaj Kaczmarek.